HARMONT MONTIS – harmonia w górach.
Relacja z wyprawy SKKT PTTK w Góry Olbrzymie i Izery.
„Harmont Montis” – te dwa słowa stały się przewodnim mottem dla tegorocznej wyprawy SKKT PTTK
w Karkonosze i Góry Izerskie.
Harmont Montis – zielona, cicha enklawa w samym centrum Szklarskiej Poręby przez 3 dni była dla naszej grupy urokliwą, wygodną i niezwykle gościnną „miejscówką”.
Harmont Montis – harmonia w górach. Góry są nieprzewidywalne, potrafią uczyć pokory, ale i jednocześnie wiary we własne siły i możliwości, o czym mogli się przekonać uczestnicy wycieczki, nie tylko słuchając mądrych porad naszego przewodnika – pana Roberta, ale i doświadczając na własnej skórze. Harmonia: słońce, przepiękne widoki, a za chwilę deszcz, chmury i gęsta mgła. Relaks, pełne odprężenie, wręcz błogostan, podczas leniwego odpoczynku przy szumie wodospadu, w schronisku…, na kanapie kolejki górskiej…, a kilkanaście minut później mozolna wspinaczka, przemierzanie kilometrów trasy w pocie czoła, a nawet– w strugach deszczu. Jak w życiu, chwile radości, chwały, mieszają się z momentami bólu, zwątpienia. A jednak takie życiowe doświadczenia, czy nawet te – na górskiej ścieżce zmuszają nas do znalezienia w sobie siły i wiary, potrzebnej do pokonania przeszkód. Nam się udało bez większego marudzenia znaleźć tę harmonię w sobie i cieszyć się każdą chwilą górskiej wyprawy.
„Harmont” – takim imieniem ochrzcili „nasi” - legendarnego, karkonoskiego Ducha Gór –Rűbezahla, przy pomniku którego, „strzelili sobie” niejedną fotkę. Może dlatego Rűbezahl w miarę nam sprzyjał, bo przy nienajlepszych prognozach pogody na czas naszej wycieczki, tak właściwie, to tylko drugiego dnia porządnie zmokliśmy.
Przygodę z Karkonoszami i Izerami rozpoczęliśmy od odwiedzin w XIX wiecznej, zabytkowej, ale nadal czynnej Hucie Szkła Kryształowego „Julia” w Piechowicach. To jedyna zachowana huta szkła w rejonie Szklarskiej Poręby po polskiej stronie granicy. Od średniowiecza mieszkańcy Karkonoszy Zach. i Gór Izerskich zajmowali się wydobywaniem kwarcu i innych kruszców potrzebnych do produkcji szkła, które wytapiano w licznych wówczas hutach np. „Orle” w pobliżu Polany Jakuszyckiej, w „Józefinie” w Szklarskiej Porębie. Było to też jednym z podstawnych zajęć Walończyków – doświadczonych zbieraczy minerałów, którzy przybyli na Ziemię Jeleniogórską w XI wieku z terenów pd. Belgii. Posiadali mistrzowską wiedzę z zakresu geologii i metalurgii, zapoczątkowując w Sudetach poszukiwania złota, szafirów czy kwarcu. Pozostawili po sobie tajemnicze znaki wyryte na skałach. Ich ślady do dziś są bardzo żywe w Szklarskiej Porębie, gdzie działa Sudeckie Bractwo Walońskie, prowadząc warsztaty w znanej nam Chacie Walońskiej, w Muzeum Ziemi JUNA, czy też odtwarzając dawne rzemiosła w replice średniowiecznej osady w Żelaznym Tyglu Walońskim. W Hucie „Julia” mogliśmy przyjrzeć się, jak hutnicy z precyzją wytarzają szklane cudeńka. Na własne oczy widzieliśmy, jak wygląda proces powstawania kryształowych przedmiotów, od projektu na papierze, poprzez dmuchanie, zdobienie, po finalne pakowanie. Ciekawa lekcja zawodoznawstwa. Podążając śladami Walończyków i szklarzy dotarliśmy do Wodospadu Szklarka na rzece Kamiennej. Przyjemne miejsce na poleniuchowanie przy szumie 13-metrowego wodospadu i małe „co nieco” w stylowym schronisku Kochanówka. To tutaj jeden z naszych uczestników raczył się kolejną zupką tego dnia – kwaśnicą, bo trzeba nam wiedzieć, że mieliśmy na wycieczce prawdziwego smakosza i testera zup i zupek. Jedni zbierają pieczątki, drudzy „lokalne smaki”. Ostatecznie po skosztowaniu kilkunastu zupek w karkonoskich i izerskich schroniskach oraz lokalach, nasz smakosz przyznał wyższe lokaty zupom przygotowanym w schroniskowych kuchniach. Pogoda była tak przyjemna, że plany na to słoneczne popołudnie uległy weryfikacji i zamiast wozić się autokarem, odbyliśmy przyjemny 1,5 godzinny spacer do naszego pensjonatu HARMONT MONTIS. Był to doskonały sposób na rozruszanie się i przygotowanie do wymagającej całodniowej wyprawy górskiej następnego dnia.
Wtorek przywitał nas wprawdzie słoneczną pogodą, ale prognozy niestety tym razem nie myliły się, bowiem już o godz.10:00 nadciągnęły od zachodu czarne chmury i zaczęło padać. My już jednak byliśmy na szczycie Szrenicy (1362 m). Tego ranka nasza grupa wykazała się czujnością oraz zdyscyplinowaniem. Wjechaliśmy
na szczyt Szrenicy pierwszą kolejką linową. Udało nam się wyprzedzić zapowiadany deszcz i nacieszyć oczy pięknymi widokami rozpościerającymi się z krzesełka wyciągu oraz z tarasów widokowych przed schroniskiem na Szrenicy. Ciekawe opowieści pana Roberta Mani, na co dzień aktora Teatru im. Cypriana Kamila Norwida
w Jeleniej Górze, a w wolnym czasie przewodnika sudeckiego nie tylko przybliżyły nam geografię regionu,
ale i wciągnęły w tajemniczą przeszłość Gór Olbrzymich, strzeżonych przez potężnego Ducha Gór.
Słuchając opowieści o mijanych formach skalnych, szczytach dotarliśmy już w strugach deszczu
do tajemniczego kamiennego kręgu po czeskiej stronie granicy, który jest symbolicznym miejscem początku 1200 km rzeki Łaby - jednej z najdłuższych rzek Europy. Rzeczywiste źródło Łaby znajduje się nieco wyżej na wys. 1387 m. pod Łabskim Szczytem i jest niedostępne dla turystów. W bezpośrednim sąsiedztwie symbolicznego źródła, znajduje się kamienny murek z mozaikowymi herbami. Są to herby 26 ważniejszych miast, przez które przepływa rzeka Łaba. m. in. Pardubic, Drezna i Hamburga, by ostatecznie zasilić wody Morza Północnego. Obecnie Źródło Łaby w Karkonoszach stanowi chętnie odwiedzaną atrakcję turystyczną, podobnie jak Śnieżne Kotły, w kierunku których zmierzaliśmy. Śnieżne Kotły to niesamowity twór natury w Karkonoszach. Wysokie na niemal 200 metrów skalne ściany dwóch kotłów polodowcowych i głębokie przepaści robią olbrzymie wrażenie, pod warunkiem, że nie zasłania ich gęsta, mleczna mgła. Ledwo było w niej widać zarys budynku, górującego nad kotłami, a pełniącego dziś funkcje Radiowo - Telewizyjnego Ośrodka Nadawczego.
Ten charakterystyczny, przypominający zamek obiekt o wys. 24 metrów, położony na wysokości 1509 m, wzniesiono w 1897 roku jako luksusowe schronisko turystyczne Schneegrubenbaude. W czasie II wojny światowej obiekt służył jako stacja radiolokacyjna Luftwaffe. Po wojnie, od połowy lat 60. XX wieku, zaczął znikać z map turystycznych, stając się tajnym obiektem przekaźnikowym i wojskowym. Od 1972 roku rozpoczęto przekształcanie go w nowoczesną stację telewizyjną, która oficjalnie rozpoczęła nadawanie w 1976 roku. Trochę rozczarowani brakiem widoków i faktem, że ten ciekawy obiekt już nie jest schroniskiem, którego z utęsknieniem wypatrywaliśmy, ruszyliśmy dalej, trawersując zbocza Łabskiego Szczytu, by dotrzeć po półgodzinnym marszu do czynnego, bardzo klimatycznego i ciepłego Schroniska Pod Łabskim Szczytem.
Schronisko zwane Starą Śląską Budą jest najstarszym schroniskiem w zachodniej części Karkonoszy. Powstało na miejscu budy pasterskiej, jaka istniała tu jeszcze przed 1632 r. Obecny budynek pochodzi z 1924 r. Sprzed budynku rozpościera się piękna panorama Kotliny Jeleniogórskiej i Gór Izerskich. I nam było dane ją podziwiać, bowiem wiatr rozwiał mgłę i nawet przestało padać... Może to sprawka Ducha Gór?
Również ostatniego dnia naszej wyprawy deszczowe chmury nas omijały, kiedy żegnaliśmy gościnne progi pensjonatu Harmont Montis oraz Szklarską Porębę, by udać się w Góry Izerskie i do Świeradowa Zdroju. Bez przeszkód wjechaliśmy kolejką gondolową na szczyt Izerskiego Stogu (1105 m.) górującego nad uzdrowiskiem, gdzie miło spędziliśmy czas w stylowych wnętrzach, najstarszego w Izerach drewnianego schroniska. Z tarasów widokowych przed schroniskiem podziwiać można malowniczą panoramę Gór Izerskich, Świeradowa oraz zachodnich Karkonoszy To dla tych widoków od ponad 100 lat przybywają tu masowo turyści i kuracjusze z pobliskiego Zdroju. Idąc ich śladem odbyliśmy krótki spacer po malowniczym parku zdrojowym, przechadzaliśmy się po najdłuższej na Dolnym Śląsku 100 - letniej modrzewiowej Hali Spacerowej o długości 80 m, w budynku Domu Zdrojowego, głaskaliśmy legendarne żabki świeradowskie zdobiące urokliwą fontannę. Jedna z żabek oferuje ZDROWIE, druga URODĘ, trzecia SZCZĘŚCIE, a ostatnia BOGACTWO.
Zaopatrzeni w obietnice wszelkiej pomyślności oraz pełni wrażeń wróciliśmy z kolejnej udanej wyprawy
PTTK - owskiej do domu, oczekując z niecierpliwością nadchodzących wakacji. W imieniu młodych uczestników składam serdeczne podziękowania za opiekę i wspólną przygodę paniom Sabinie, Joasi i Weronice, gospodarzom naszego pensjonatu Harmont Montis za miłe przyjęcie, a prowadzonej przez Nich Fundacji „Karkonosze Dla Każdego” za finansowe wsparcie naszej górskiej wyprawy. Do zobaczenia na kolejnej wycieczce SKKT PTTK.
Opiekun SKKT PTTK
Beata Jendruś